Przejdź do głównej zawartości

Zimno, wilki i mnóstwo uczuć - "Drżenie", Maggie Stiefvater (Recenzja #1)

Zapraszam Cię na pierwszą recenzję na tym blogu. 

Jej obiektem będzie książka o tytule "Drżenie", autorstwa Maggie Stiefvater
Na samym początku przyznam się, książkę już mam w łapkach dawno. Jestem skromnym właścicielem całej serii o Mercy Falls, więc Drżenia nie poznawałam po raz pierwszy, raczej wracałam do niego po ponad rocznej przerwie. 

Głównymi bohaterami pierwszej części są Grace Brisbane i Samuel Roth. 
Grace to siedemnastoletnia jedynaczka mieszkająca z wiecznie nieobecnymi rodzicami. Jej postać jest o tyle dla mnie interesująca, ponieważ mam z nią trochę wspólnego - fascynacja wilkami, ścisły umysł, charakter introwertyczny. 
Sam to osiemnastoletni chłopak, mieszkający część swojego życia w domku przy lesie, a część w samym lesie, jako wilkołak. Artystyczna dusza, kocha poezję, pisze własne utwory i gra na gitarze. Romantyk jakich mało. Gdyby nie niezdecydowanie, mroczna przeszłość i wrażliwość na zimno, byłby ideałem. 

Książka jest pisana w pierwszej osobie, prowadzona z perspektywy dwóch osób. Mimo, że nie przepadam formą pierwszoosobową, właśnie dwoje narratorów mnie zaintrygowało, i w połączeniu z tematyką sprawiło, że sięgnęłam po tą serię i nie żałuję. 

Jednakże i w takiej książce znalazłam sytuacje, które mnie zaniepokoiły. 

Pierwszą rzeczą jest to, że gdyby nie czasowniki w formie osobowej, czasem nie miałabym zupełnie pewności, która z postaci obecnie przemawia. 
Zwykle w częściach, które dotyczyły postaci samej w sobie, autorka idealnie odwzorowywała tok myślenia postaci, aż do tego stopnia, że dało się w nią wczuć. Jednak gdy ważniejsze były do przekazania sytuacje, które się dzieją, a nie postacie, powieść traciła tą cechę. Niestety. 

W drugim punkcie uczepię się już fabuły. Jak to możliwe, że Sam podczas tygodni mieszkania u Grace nie został odkryty? Pominę w rozmyślaniu to, że większość czasu rodziców Grace nie było. Ale jednak Sam musiał posiadać własne rzeczy, choćby ubrania, które musiał prać. Do tego kurtka i buty w holu. Albo ci dorośli ludzie byli zajęci własnymi sprawami do tego stopnia, że nie zauważali obcych śladów w domu, albo Sam zbyt dobrze się krył. Nie mam pojęcia, jednak wydaje mi się to ciut naciągane. 

Teraz przejdźmy do kwestii, która bardziej mnie interesuje - wilkołaki i walka z przemianami. 

Wilki są jednym z najważniejszych wątków fabularnych w Drżeniu. Występuje w nim wiele postaci będących wilkołakami, między innymi główny bohater Samuel. 
Grace też została ugryziona, jednak nie zmieniła się. Teoria na ten temat jest również podana w kartach książki. I jest uważana za lekarstwo na klątwę wilkołactwa. Chodzi o przegrzanie organizmu, czyli gorączkę, za której świetne źródło uznali zapalenie opon mózgowych. Błędnie jednak założyli, że chorobę trzeba przebyć w ciele człowieka. 

Myślałam trochę na ten temat, i według mnie wygląda to w ten sposób. 
Grace jako dziecko nie została ugryziona, jednak się nie przemieniła dłuższy czas (co też jest zastanawiające). Jednak kilka tygodni później została poważnie przegrzana, gdy ojciec zostawił ją samą w samochodzie, co sprawiło, że się nie przemienia. 
Skoro ludzie zmieniają się w wilki, gdy jest zimno, to gdy jest ciepło, wilki powinny znikać, to właśnie robi gorączka. Dlatego Grace się nie zmienia. 
Następną osobą był Jack, brat Isabel. Został zarażony zapaleniem opon mózgowych, które zabrało go z tego świata. Jednym z objawów jest wysoka gorączka. Uważam, że wraz z jej nastaniem w Jacku umarł wilk. Ale że tylko gorączka go pokonała, ale zapalenie opon mózgowych dalej atakowało jego ludzki mózg, niestety skończył tak a nie inaczej. 
Trzecia osoba to sam Samuel. Został zarażony i przebywał chorobę jako wilk. I tu jest według mnie do tego klucz. 
Będąc wilkiem, ludzie zmieniali postrzeganie świata, więc według mnie też troszkę zmieniał się mózg. Więc zapalenie opon mózgowych atakowało własnie mózg Sama-wilka, i to ostatecznie tą część, a nie część człowieczą, pokonało. 

Wrócę jeszcze do samej autorki. Maggie Stiefvater jest jedną z pisarek, po której dzieła sięgam bardzo chętnie i bardzo często. 
Jak dla mnie jej cechą rozpoznawczą jest sama forma fabuły. Maggie przez długi czas tak prowadzi fabułę, że coraz bardziej się zaciekawiasz, wciągasz, czekasz na punkt kulminacyjny. A on przychodzi nagle i szybko się kończy, a wraz z nim kończy się książka. To zostawia ogromny niedosyt, i na samym początku u mnie wielkie zaskoczenie. Jednak, mimo wszystko, to mnie nadal trzyma przy tej autorce, u nikogo innego z taką formą się nie spotkałam. 

Podsumowując, książka i ukazany w niej fantastyczny świat Mercy Falls oraz lasu Boundary z mieszkańcami - wilkołakami według mnie jest jedną z lepszych pozycji fantasy. 
A co Ty myślisz o tej książce?

Niedługo pojawią się recenzje kolejnych części cyklu, więc czekaj na nie cierpliwie! Tymczasem żegnam. 

~ Nela

Komentarze